No products in the cart.

Blog sędziowski

Analiza zdarzeń 11. kolejki ekstraklasy

Tym razem będzie nietypowo. Wykorzystam bowiem treść wywiadu, jakiego udzieliłem jednemu z tytułów, bezpośrednio po kolejce. Zaczynamy od spalonych w meczach Ruch-Pogoń i Cracovia-Lech:

KLIKNIJ  TUTAJ

KLIKNIJ TUTAJ

Ależ mieliśmy weekend! Po wielu tygodniach przerwy, znów sędziowskie błędy są jednym z głównych tematów wśród kibiców ekstraklasy...

A konkretnie to jakie błędy?

Ot, choćby bramki dla Pogoni - ta pierwsza - i Cracovii - czwarta - z pozycji spalonych.

Owszem, to były spalone, ale... nie do podniesienia. W obu przypadkach napastnicy w momencie podania znajdują się na pozycjach spalonych ale później już nie. Po podaniu napastnicy cofają się a obrońcy przesuwają się do przodu. W Chorzowie napastnik przejmuje piłkę będąc na równi z obrońcą a w Krakowie jest około metra za obrońcą. Zmierzyliśmy czas od momentu podania do momentu przejęcia piłki przez strzelca gola w Chorzowie i było to poniżej pół sekundy! .Dodatkowo w obu przypadkach sędziowie asystenci byli zasłonięci i nie byli w stanie dokładnie uchwycić momentu podania

Bo ten widok w Krakowie zasłaniał sędziemu Trałka, próbujący przeszkodzić Cetnarskiemu?

No właśnie. A w Chorzowie zawodnik z nr 17.

Sęk w tym, że - by pozostać już przy meczu krakowskim - Lech właśnie zdobył gola na 1:3; strata czwartej bramki kładła kres jego nadziejom na pogoń za Cracovią.

A to już dorabianie ideologii z pana strony. Te sytuacje przerastające nawet najlepszych asystentów to kolejny argument za wprowadzeniem wspomagania technologicznego kluczowych decyzji sędziowskich, np. stosowanego już w innych dyscyplinach challenge wideo. Jestem pełen szacunku dla trenera Skorży, który nie zastosował pana retoryki a po prostu stwierdził: „Popełniliśmy katastrofalne błędy w obronie”.  Oczywiście, dobrze byłoby aby sędziowie asystenci zasygnalizowali te spalone. Ale - jak powiedziałem - to były to tak zwane powrotne, stykowe sytuacje w których asystenci musieli mieć duże wątpliwości . A w takich przypadkach arbiter musi stosować rekomendację obowiązującą  również w UEFA: „be positive”.

To znaczy?

„Be positive” oznacza filozofię, biorącą pod uwagę prawo do popełnienia błędu w złożonych stykowych sytuacjach, w ocenie których asystent musi mieć wiele wątpliwości. Tak więc asystent nie gra, nazwijmy to, w rosyjską ruletkę ale powstrzymuje się od sygnalizacji spalonego. Przyzna pan, że jeżeli już ma być popełniony błąd to w tej niesprawiedliwości bardziej sprawiedliwe jest puszczenie akcji. Przecież te pozycje spalone strzelców bramek w momencie podania nie miały znaczenia dla rozwoju akcji. Zajmowane przez nich pozycje spalone nie dawały im przewagi nad obrońcami. Natomiast nie uznanie bramki w takich sytuacjach, kiedy kamera pokazuje, że nie było pozycji spalonej jest po prostu bolesne  i w takim wypadku sędzia asystent po prostu siada na pewien czas na ławce rezerwowych. Tak więc filozofia „be positive” ułatwia szkolenie co  minimalizuje ilość błędów i sprawia, że mają one mniejszy wymiar gatunkowy. Dlatego stosujemy  zasadę „bądź pozytywny”, a  challenge wideo dawałyby możliwość naprawienia ewentualnych błędów.

To tyle w nieco popularno-naukowym ujęciu. Dodam tylko, że stosowanie zasady „bądź pozytywny” jest odpowiedzią na brak możliwości precyzyjnego wychwycenia pozycji spalonej w złożonych sytuacjach nawet przez najlepszych sędziów asystentów. Przecież nawet precyzyjne urządzenia pomiarowe mają swoją dokładność. Również sędziowie asystenci mają swoją dokładność. Zależy ona, co oczywiste, od klasy asystenta ale również od złożoności sytuacji. Wiemy przecież dobrze, że asystent musi zrobić „stopklatkę” w momencie podania a czy zawsze jest w stanie właściwie ten moment wychwycić ? Czy zatem 0,5 metra  zawsze wykracza poza granice akceptowalnej dokładności? Zauważmy, że  w przypadku gdy napastnik wraca po momencie podania a obrońca przesuwa się do przodu to prędkości ich ruchu sumują się i tak naprawdę  różnicy czasu pomiędzy „stopklatką” zrobioną przez asystenta a stopklatką wykonaną dokładnie w momencie podania odpowiadać będzie 25 cm. Popatrzmy na załączone trzy połączone stopklatki z meczu Ruch-Pogoń.  Pomiędzy rzeczywistym momentem podania z napastnikiem Pogoni na pozycji spalonej a momentem zrobienia „stopklatki” przez sędziego asystenta z napastnikiem na równi z obrońcą upłynęło mniej niż 0,5 sekundy. Podobnie w przypadku meczu Cracovia-Lech. Na załączonych trzech sekwencyjnych stopklatkach widoczne jest, że już w momencie przekraczania linii pola karnego przez piłkę napastnik jest na równi z obrońcą a przejmując piłkę jest ok. 1 m dalej linii bramkowej niż obrońca. Nie mam wątpliwości, że asystenci mogli mieć problemy z uchwyceniem momentu podania a tym samym przyjęli wersje korzystne dla drużyny atakującej.

Tak, sędzia asystent nie mając możliwości precyzyjnego wychwycenia pozycji spalonej musi rozstrzygać wątpliwości na korzyść drużyny atakującej szczególnie dlatego, że takie podejście, powtórzę się, minimalizuje liczbę błędów i zmniejsza ciężar gatunkowy tych popełnionych.  Pamiętajmy jednak, że rozstrzyganie wątpliwości na korzyść drużyny atakującej  czyli „bycie pozytywnym” nie oznacza wahania się w momencie decydowania podejmowania decyzji.  Filozofia „bądź pozytywny” to ciężka praca szkoleniowa prowadząca do tego, że „czerwone światło” w głowie asystenta oznaczające spalonego, zapala się tylko w nie budzących wątpliwości sytuacjach. 

STOPKLATKA 1

STOPKLATKA 2 

A teraz  karny z meczu Górnik Zabrze- Legia i  druga część wywiadu, w mojej autoryzowanej wersji, w zasadzie wyczerpująca zagadnienie:

ZOBACZ SYTUACJĘ

A jak skomentuje pan rzut karny dla Legii w Zabrzu?

Decyzja sędziego jest trudna do podważenia. Proszę zauważyć, że czym innym jest walka przeciwników o piłkę, kiedy obaj rywale mają szansę ją zagrać; po starciu barkiem w bark niektórzy wręcz „fikają koziołki” - bez reakcji sędziego; po prostu słabszy się przewraca. Ale jeżeli jeden z piłkarzy już wygrał walkę o pozycję, prowadzi piłkę - a tu nie ma wątpliwości, że zawodnik Legii był już przed Łukaszem Madejem – a przeciwnik jest nadal aktywny ale już za jego plecami bez możliwości zagrania piłki, to ten przeciwnik musi zdawać sobie sprawę, że tylko biegnąc, czy też asekurując się ręką przed kontaktem ze znajdującym się przed nim, kontrolującym piłkę zawodnikiem może popełnić przewinienie. Bieg  za plecami zawodnika kontrolującego piłkę, w bezpośrednim jego sąsiedztwie prawie zawsze musi spowodować faul.

W myśl Przepisów nie ma więc dobrego sposobu, by w takim momencie zatrzymać rywala?

Na pewno nie jest to kontynuowanie biegu za plecami przeciwnika. Na europejskich boiskach, klasowi obrońcy widząc, że przegrają walkę o pozycję, po prostu przepuszczają przeciwnika, często podskakując ze złączonymi nogami i rękami uniesionymi w górę w celu pokazania sędziemu, że nie ma mowy o jakimkolwiek kontakcie z przeciwnikiem i rozpoczynają za nim pogoń, ale już z jego boku.

I już ostatnia „wywiado-analiza” dotycząca wykluczenia zawodnika Ruchu za pozbawienie przeciwnika realnej szansy na zdobycie bramki w wyniku faulu:

ZOBACZ SYTUACJĘ

Mamy jeszcze czerwoną kartkę dla Marka Szyndrowskiego za faul na Łukaszu Zwolińskim, mocno kontestowaną przez Waldemara Fornalika i chorzowian. Co pan na to?

No cóż, jest to decyzja bardzo kontrowersyjna. Wynik 0:2, dziesięć sekund do końca, sytuacja nie na wprost bramki, a trochę z boku. Piłka zagrana przez faulowanego zawodnika dość mocno, tak że nie ma pewności iż zawodnik gdyby nie był faulowany przejąłby ją przed wybiegającym z bramki bramkarzem. Dla mnie, przy dzisiejszych tendencjach zaostrzania kryteriów pokazywania czerwonych  kartek, żółta kartka byłaby prawidłową, zgodną jednocześnie ze zdrowym rozsądkiem, decyzją sędziego. Sądzę, że na decyzję sędziego wpłynął charakter faulu zawodnika Ruchu. Było to dynamiczne, taktyczne  „wycięcie” przeciwnika i pewnie dlatego nieodosobnione są opinie, że sędzia podjął prawidłową decyzję.

 

0

Zbigniew Przesmycki

Przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN. Były sędzia międzynarodowy.


Leave a Reply